Na podbój Europy Środkowo-Wschodniej

Baltic Fashion&Textile Riga

Prezentujemy przegląd targów mody i rynków krajów byłego bloku wschodniego: od państw bałtyckich, Rosji i Ukrainy, po Czechy, Rumunię i Bułgarię. Gdzie warto się wystawiać, jakie rynki mają potencjał, jeśli chodzi o branżę fashion? Tego dowiecie się z tego artykułu.

Obserwuję rynek targowy branży mody od co najmniej 25 lat i mogę stwierdzić, że charakteryzuje się on powolną, acz sukcesywną zmiennością, często bardzo zaskakującą. Tylko najwięksi wizjonerzy-pesymiści mogli wyobrazić sobie, że z kalendarza wydarzeń branżowych zniknie tak znacząca impreza, jaką były odbywające się w Düsseldorfie targi mody CPD. Targi jako jedno z narzędzi marketingowych stale poszukują swojego miejsca w gospodarce sukcesywnie przechodzącej z rzeczywistości realnej do rzeczywistości cyfrowej. Już wiele lat temu wróżono targom powolne przenosiny do lamusa. I w rzeczy samej niektóre z branż całkowicie zrezygnowały z dobrodziejstw targów. Kto dziś potrafi odpowiedzieć na pytanie, gdzie i kiedy spotykają się np. handlowcy z producentami pralek, lodówek i telewizorów? Były takie wydarzenia, ale już ich nie ma. Internet miał zastąpić to, co zawsze było siłą imprez targowych – spotkania osobiste, tzw. face to face. Czy to się udało? Czy rozmowa przez komunikatory internetowe (Skype, Viber etc.) ma podobną siłę jak rozmowa na stoisku targowym? Oczywiście nie.

Nowe media odcisnęły swoje piętno na branży mody, to fakt niezaprzeczalny. W porównaniu do lat 90. imprez targowych jest mniej, są mniejsze, a te, które przetrwały, nie odgrywają już takiej roli jak kiedyś. Tym niemniej trudno sobie wyobrazić, aby internet całkowicie wyeliminował targi z przestrzeni rynkowej. Jak sprawdzić w komputerze, czy materiał użyty do uszycia garnituru to wysokiej jakości wełna? Jak przekonać się, oglądając zdjęcia w katalogu cyfrowym, czy szwaczka prosto poprowadziła ścieg przyszywając rękawy eleganckiego na pierwszy rzut oka płaszcza? Tu trzeba wziąć do ręki konkretny model i naocznie stwierdzić, że to, co wirtualnie wygląda wspaniale, w rzeczy samej takie jest. Z pomocą przychodzą organizatorzy targów zapraszając klientów B2B do centrów wystawienniczych.

ROSJA W CZARNYCH BARWACH
W Europie Środkowo-Wschodniej, czyli na obszarze rozciągającym się od wschodniej granicy Niemiec do Uralu i od republik bałtyckich na północy do południowej granicy Unii Europejskiej w Bułgarii, targowych imprez modowych jest raptem kilka. Do tych najbardziej znaczących zaliczam przede wszystkim targi mody CPM w Moskwie. Miałem okazję uczestniczyć jako zwiedzający w pierwszej edycji Collection Premiere Moscow w 2003 roku. Organizator imprezy – niemiecka spółka targowa Igedo – doskonale wyczuła wtedy zapotrzebowanie firm z Europy Zachodniej na targi mody z wyższej półki. W tamtym czasie jedyną liczącą się imprezą branżową w Rosji były siermiężne Targi Federacyjne organizowane przez RosLegProm i RosTextil w WDNH – miejscu ledwo przystosowanym do potrzeb wystawienniczych. Natomiast Targi CPM zaoferowały nieograniczone możliwości aranżacji przestrzeni w pawilonach dobrze skomunikowanego ośrodka targowego Expocentre.

W Moskwie pojawiły się znane zachodnie marki, które przyciągnęły rzesze zasobnych handlowców z całego obszaru byłego ZSRR. I tak już zostało do dzisiaj. Z tą różnicą, że po piętnastu latach wystawców i zwiedzających jest zdecydowanie więcej. Trzydziesta edycja imprezy, która odbyła się w lutym tego roku, zgromadziła około 750 wystawców z 30 krajów reprezentujących blisko 1350 marek. CPM odwiedziło ponad 25 tysięcy profesjonalistów z Federacji Rosyjskiej i innych państw Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej i Europy. Inni organizatorzy mogą pozazdrościć takich parametrów w statystykach targowych. Czy to przekłada się na wymierne efekty? Z pewnością tak, ale na te efekty niekoniecznie mogą liczyć firmy z Polski. Co zresztą widać po liczbie polskich wystawców. Jeszcze 4 lata temu było ich w Moskwie dwudziestu. W tegorocznym katalogu CPM doliczyłem się już tylko dziewięciu polskich stoisk. A przy tym relacja jednej z wystawiających się firm była zatrważająca – dramatyczny brak zamówień! I to stwierdzenie padło z ust właścicielki firmy uczestniczącej w Targach CPM od wielu lat.

Nie jestem w stanie powiedzieć, jak imprezę oceniali inni polscy wystawcy, ale cieniem na niej kładzie się sytuacja polityczna i gospodarcza oraz stan relacji polsko-rosyjskich. Embargo na import do Rosji dotyczy produktów rolno-spożywczych, ale konia z rzędem temu, kto zagwarantuje, że nie zostanie ono rozszerzone na inne towary. To tylko czarny scenariusz, niestety stanowiący realne zagrożenie dla biznesu. Spadek wartości rubla i ograniczony import przyczyniły się do rozwoju rodzimej wytwórczości. W Rosji produkuje się coraz więcej odzieży i obuwia i dlatego zaczyna brakować miejsca na polską ofertę. Czasami jest ona zwyczajnie za droga. Bo konsument rosyjski to nie tylko mieszkaniec bogatej Moskwy czy Petersburga. To również, a może przede wszystkim, ten biedniejszy odbiorca spoza głównych rosyjskich ośrodków miejskich.

UKRAINA NABIERA WIATRU W ŻAGLE
Zatem jeśli nie rynek rosyjski i targi mody w Moskwie, to co w zamian? Czy alternatywą może być Ukraina i odbywające się w stolicy tego kraju targi Kyiv Fashion? Bałbym się dać jednoznacznie twierdzącą odpowiedź. Sprzedaż polskich towarów na Ukrainę drastycznie załamała się po wydarzeniach w lutym 2014 roku. Byłem świadkiem tamtych protestów, bo nieszczęśliwym trafem najkrwawsze momenty ukraińskiego konfliktu przypadły na czas odbywających się targów mody Kyiv Fashion. W pamięci pozostaną mi grupki wystawców gromadzących się pierwszego dnia imprezy na stoiskach przy włączonych telewizorach, z niedowierzaniem i grozą wpatrujących się w relacje na żywo z Majdanu – miejsca oddalonego mniej więcej o 10 km od centrum targowego. Nikt wtedy nie myślał o biznesie, tym bardziej że handlowcy nie dopisali. Nie mogli, bo Kijów na ten czas był miastem zamkniętym. Wszyscy myśleli tylko o jednym – ewakuować się stamtąd jak najszybciej. I taki obraz – stolicy kraju ogarniętego wojną – pozostał do dzisiaj w świadomości wielu Polaków. Ale sytuacja wewnętrzna dawno się ustabilizowała.

Oczywiście nadal na Ukrainie są rejony, w których toczą się działania wojenne. Na szczęście są one oddalone od Kijowa o jakieś 700 km. Zatem bezpieczeństwo osobiste w stolicy jest na normalnym poziomie. Ja osobiście nie mam już obaw związanych z podróżą na targi kijowskie. A te zaskakują mnie pozytywnie co pół roku. Impreza po czterech latach odrodziła się. W lutym 2018 została przeniesiona do nowego miejsca, rozbudowującego się IEC, International Exhibition Centre, położonego w lewobrzeżnej części Kijowa. 34. edycja targów mody Kyiv Fashion zajęła 10 tysięcy mkw. Był to tylko jeden pawilon, ale zabudowany bardzo gęsto. Organizatorzy wykorzystali każdy wolny skrawek powierzchni wystawienniczej. Nie ma co się dziwić – do udziału w imprezie zgłosiło się ponad 250 firm z 22 regionów Ukrainy i 11 innych krajów. Niespodziewanie wystąpił deficyt miejsca. Pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, kiedy organizator imprezy namawiał uczestników do zamawiania jak najmniejszych powierzchni tak, aby jak najwięcej chętnych firm mogło zaprezentować się podczas wydarzenia. Niestety, w sąsiednich halach odbywały się targi meblowe i tym razem powierzchni Kyiv Fashion nie dało się powiększyć. Jesienią ma być Inaczej.

Biznes na Ukrainie na tyle zaadaptował się do panujących warunków, że obserwuje się stały rozwój, nie tylko w przemyśle lekkim, ale i w innych sektorach gospodarki. Gołym okiem widoczne jest ożywienie. O 6 proc. wzrosła produkcja przemysłu lekkiego, a eksport zwiększył się o 13 proc., osiągając poziom z roku 2013. Innymi słowy mówiąc, Ukraińcy sprzedali swoje towary odbiorcom zagranicznym za kwotę ponad 1 mld dolarów amerykańskich. I to przy wszelkich ograniczeniach nałożonych przez największego dotąd odbiorcę, jakim była Federacja Rosyjska. Następuje modernizacja produkcji, rynek jest otwarty dla zagranicznych partnerów, trudno jednak mówić o równych warunkach prowadzenia biznesu na rynku wewnętrznym. Z jednej strony nastąpiła głęboka liberalizacja ceł pomiędzy Unią Europejską a Ukrainą, z drugiej zaś strony ukraińscy importerzy nadal starają się obejść przepisy importowe tak, aby płacić jak najmniej z obowiązkowych, wysokich podatków. Inaczej jest przy sprzedaży towarów do UE. Unijnym importerom zwyczajnie się nie opłaca kombinować przy cle i w tę stronę handel jest bardziej transparentny.

Jak skutecznie zaistnieć na targach w Kijowie? Nie jestem w stanie sprzedać każdemu chętnemu gotowej recepty na sukces na Ukrainie. Z pewnością podjąłbym określone działania na długo przed rozpoczęciem imprezy. Przede wszystkim starałbym się znaleźć potencjalnego przedstawiciela handlowego. Łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić? Tutaj zdałbym się na Ukraińców, których dużo pracuje w Polsce. Funkcjonują w naszym otoczeniu, wystarczy ich wyłuskać i zlecić przejrzenie ukraińskich portali internetowych, prasy branżowej, organizacji samorządu gospodarczego etc. Tam ogłaszają się dystrybutorzy, hurtownicy i inni agenci – potencjalni przedstawiciele handlowi. W ostateczności zdałbym się na łut szczęścia. W końcu na targach pojawia się wiele osób, które poszukują nowych możliwości, atrakcyjnych kolekcji, dobrej cenowo oferty. Być może wizyta na stoisku polskiego wystawcy będzie inspiracją do nawiązania relacji handlowych. W kontekście Targów Kyiv Fashion warto pamiętać jeszcze o dwóch rzeczach – udział w imprezie jest dotowany przez Unię Europejską, a Ukraina to nadal ogromny, ponad 40-milionowy rynek.

KOSZTOWNE, ALE SPRAWDZONE POŁUDNIE
Jakie jeszcze najbliższe kierunki zdają się być godne polecenia polskim producentom odzieży? Warto wziąć pod uwagę rynki czeski i słowacki oraz łączące je targi mody i obuwia Styl/Kabo. Sumując to około 15 mln potencjalnych klientów. Mniej niż na Ukrainie, ale dotarcie do nich jest zdecydowanie łatwiejsze. To w końcu kraje wchodzące w skład Unii Europejskiej, bez barier celnych i ograniczeń w transferze należności. To również prosta logistyka. Idealnym rozwiązaniem jest znalezienie dla swoich wyrobów lokalnego dystrybutora. Podczas ostatnich Targów Styl/Kabo widziałem polskie marki na kilku czeskich stoiskach, ale tylko na trzech byli reprezentowani polscy producenci w większej grupie. Dołączenie do takiej grupy nie jest proste. Czescy dystrybutorzy mają już swoich wypróbowanych dostawców i nowi niekoniecznie są im potrzebni. Pewna sprawa była dla mnie ostatnio zaskakująca – próba nieafiszowania się z tym, że odzież pochodzi z Polski. Jeden z polskich producentów opowiadał mi historię, jak to po pierwszej dostawie towaru został poproszony, aby nie przyszywać metek „Vyrobeno v Polsku” (wyprodukowano w Polsce). Jest to tym bardziej zaskakujące, że polska odzież i obuwie należą do naszych wiodących towarów eksportowych do Republiki Czeskiej. Czesi są przez nas ubierani, ale niekoniecznie wiedzą lub chcą o tym wiedzieć.

A jak jest na Targach Mody Styl/Kabo w Brnie? Czy zbiera się tam zamówienia? Owszem, choć pewnie nie w takiej ilości, w jakiej każdy by sobie życzył. Zdobywanie klienta czeskiego to proces kosztowny i powolny. Dlaczego? Bo targi nie należą do najtańszych i nie ma co liczyć na zwrot inwestycji po jednym wystąpieniu targowym. Miałem okazję obserwować producenta męskich nakryć głowy, który w trakcie piątego udziału w Targach Styl zebrał zamówienia na ponad 15 tysięcy euro. Dużo to czy mało? Zawsze mogłoby być więcej, ale teraz może sobie pozwolić na luksus oszczędzania i nieuczestniczenia w kolejnych edycjach targów, bo przez dwa i pół roku zbudował sporą bazę odbiorców. Nie tylko czeskich i słowackich, ale także austriackich (na targi do Brna przyjeżdżają również handlowcy z państw ościennych).

Dla Polaków ważną decyzją jest wybór rodzaju dystrybucji. O czeskim przedstawicielu handlowym już wspominałem. Innym, dość skutecznym sposobem jest dostarczanie zamówionego towaru we własnym zakresie. Po prostu ładuje się furgonetkę i objeżdża sklepy, z których na targach spłynęły zamówienia. Zaletą jest to, że dość szybko otrzymuje się zapłatę i pozostaje w stałym kontakcie z odbiorcą. Można na bieżąco modyfikować zamówienia, zmieniać je, zmniejszać bądź zwiększać. Wymaga to jednak angażowania co najmniej jednej osoby wyjeżdżającej od czasu do czasu w kilkudniowe delegacje. Znam polskie firmy, które postawiły właśnie na ten model współpracy handlowej z rynkami czeskim i słowackim.

Wracając do samej imprezy, czyli targów odzieży i obuwia Styl/Kabo, trzeba zauważyć, że od wielu lat nie mają konkurencji na tamtych rynkach i utrzymują stały, dość wysoki poziom. Ostatnio 241 wystawców z 18 krajów zaprezentowało kolekcje blisko 800 marek modowych. W ciągu trzech dni wystawę obejrzało około pięciu tysięcy profesjonalnych odwiedzających.

NIEODKRYTE RUBIEŻE UE
Na południu mamy jeszcze co najmniej trzy kraje, które mogłyby stanowić dla Polaków obszar do handlowych eksploracji. To Węgry, Rumunia i Bułgaria. Problem polega na tym, że możliwości wykorzystania marketingu targowego w tym rejonie są bardzo ograniczone, bo albo nie ma targów modowych (Węgry), albo dopiero się organizują (Bułgaria), albo są słabe (Rumunia). Najbardziej zadziwia brak imprez branżowych w Budapeszcie. W końcu to rynek 10 milionów konsumentów i handlowcy muszą się gdzieś zaopatrywać w kolekcje na każdy nowy sezon. Gdzie to robią? Moje podejrzenie jest takie, że na Węgrzech prym wiodą centra hurtowe na wzór Wólki Kosowskiej lub Rzgowa. Sorry, ale nie słyszałem jeszcze, aby ktoś z bliższych lub dalszych znajomych chwalił się sprzedażą swoich towarów u Madziarów. Nawiązując do słynnego przemówienia prezesa – mamy Budapeszt (polityczny) w Warszawie, nie mamy Warszawy (odzieżowej) w Budapeszcie. I gdzie tu wzajemność…

Bułgaria? To już obrzeża Unii Europejskiej i blisko do Turcji – jednego z hegemonów w branży modowej. Ale Bułgarzy właśnie stwarzają nam szansę. W listopadzie tego roku wystartuje impreza o wielce intrygującej nazwie – TexTailorExpo. Na razie targi podpierają się liczącą 126 lat tradycją organizacji imprez handlowych w Płowdiwie i dobrą infrastrukturą znanego ośrodka wystawienniczego mieszczącego się w tym mieście. Każda impreza targowa odbywająca się po raz pierwszy ma ten niezwykły magnes przyciągający rzesze specjalistów z branży – chcą zobaczyć kto, co i dlaczego. Może więc warto wziąć udział w najbliższej edycji Targów TexTailorExpo?

A teraz kilka zdań o Rumunii. Kto wie, czy nie jest to w tej chwili najbardziej obiecujący kierunek w Europie Środkowo-Wschodniej. Zabrzmi to jak bajka, ale gospodarka rumuńska w 2017 roku rozwijała się szybciej niż gospodarka Polski, Czech a nawet Chin! Niewiarygodne? A jednak – Chińczycy odnotowali wzrost produktu krajowego brutto (PKB) w wysokości 6,8%, podczas gdy w tym samym czasie Rumuni mogli się pochwalić wzrostem na poziomie 6,9%. Nie bez kozery Rumunia nazywana jest obecnie jednym z „tygrysów Europy” – tylko Irlandia i Turcja miały wyższe PKB. „Naszym obowiązkiem jest sprawić, aby wzrost ten odczuli wszyscy mieszkańcy Rumunii” – napisał na Facebooku były premier Sorin Grindeanu.

Jedenastoletnie członkostwo w Unii Europejskiej wymusiło na Rumunii niezbędne reformy i modernizację, choć kraj nadal boryka się z problemami strukturalnymi. Nie udało się w pełni wyplenić korupcji, trudno nadążyć za ciągłymi zmianami w prawie, a wzrost konsumpcji powoduje zadłużenie ludności. Niestety, w kwestii ubóstwa Rumunia nadal zajmuje jedno z czołowych miejsc w UE. Występują wyraźne różnice pomiędzy poziomem życia w mieście i na wsi, a konkurencyjność bazuje na niskich kosztach i płacach. Wróćmy jednak do optymistycznych informacji. Co napędza siódmy pod względem liczby mieszkańców (ponad 19 mln) kraj Unii Europejskiej? Głównie wspomniana wcześniej konsumpcja, która rośnie dzięki niższym podatkom, spadkowi bezrobocia, a co za tym idzie, wzrostowi poczucia bezpieczeństwa w społeczeństwie. Rząd od pewnego czasu stara się podnosić emerytury i pensje w sektorze publicznym i ta tendencja utrzyma się również w tym roku. Od 1 stycznia 2018 r. płaca minimalna brutto wzrosła o 31 proc.: z 1450 lei do 1900 lei (ok. 1700 zł) przy jednoczesnym obniżeniu podatku od osób fizycznych z 16 do 10 proc.. A ile wynosi roczna kwota wolna od PIT? Dokładnie 24 tys. lei czyli ok. 21,6 tys. zł! Już dwa lata temu podatek VAT spadł do 19 proc., a na żywność nawet do 9 proc.! Obywatelom rumuńskim zostaje zatem więcej pieniędzy w kieszeni i mogą je przeznaczyć na zakup dóbr luksusowych.

Rumunki i Rumuni lubią się modnie ubierać, dlatego ok. 4 proc. swoich dochodów przeznaczają na odzież i obuwie. Takie są szacunki. Ponad 50 proc. całej sprzedaży rynku odzieżowego i obuwniczego przypada na sklepy firmowe, supermarkety lub centra handlowe. I oto pojawia się nurtujące polskich producentów pytanie – jak z tego tortu uszczknąć kawałek dla siebie? Jak wejść na ten rynek? Czy w Rumunii odbywają się dobre targi modowe? Odpowiedź brzmi – targi odbywają się, nawet w dwóch różnych miejscach, ale czy są dobre? Naprawdę nie wiem, nie uczestniczyłem w nich jako wystawca. Gdyby imprezy oceniać tylko po ich pobieżnej lustracji, to można się zniechęcić. Byłem w ubiegłym roku na krajowych targach mody i obuwia Tinimtex w Konstancy, a w tym roku na międzynarodowych targach mody Modexpo w Bukareszcie. Pierwsza z tych imprez organizowana jest w dwóch cyklach (maj i wrzesień) w miejscu oddalonym o kilkaset metrów od brzegu Morza Czarnego, niestety, w dwóch niezbyt nowoczesnych pawilonach. Mimo to lokalna izba gospodarcza, która jest organizatorem targów, gromadzi dość sporą grupę wystawców z całej Rumunii. Specyfiką tej imprezy jest to, że skierowana jest do klienta końcowego (B2C). Na targi przychodzą całe rodziny żądne dokonania zakupów za niższą cenę bezpośrednio na stoiskach producentów i dystrybutorów. Organizatorzy twierdzą, że impreza ma również charakter kontraktowy w formule B2B. Być może, ale jak to sprawdzić? Firmie zagranicznej trudno wziąć udział w tym wydarzeniu, choćby z uwagi na to, że cała dokumentacja zgłoszeniowa przygotowana jest wyłącznie w języku rumuńskim.

Zdecydowanie lepiej dopracowany dla klienta zagranicznego jest serwis targów mody Modexpo w Bukareszcie. Dzięki dokumentacji w j. angielskim wiadomo, ile kosztuje powierzchnia ekspozycyjna i zabudowa. Nie wiadomo, co czeka wystawcę podczas targów… Tegoroczna marcowa edycja Modexpo zgromadziła raptem 26 wystawców i tysiące zwiedzających. Jak to możliwe? Ano możliwe – w tym samym czasie i w tym samym miejscu odbywało się jeszcze 8 innych imprez targowych (budowlana, ochrony środowiska, meblowa, wyposażenia wnętrz, staroci etc.), na które obowiązywała jedna wejściówka. Do tego po sąsiedzku gościły jeszcze targi rowerowe i BabyBoom, czyli wszystko dla dziecka. Nietrudno zgadnąć, że tłumy przelewały się przez pawilony. Nietrudno również zgadnąć, że tylko ich niewielki promil stanowili profesjonaliści z branży mody. Co zaś się tyczy kolejnej edycji Targów Modexpo, to spółka Romexpo, która jest ich organizatorem, sama chyba nie może się zdecydować, kiedy imprezę przeprowadzić. Na swojej stronie w jednym miejscu podaje termin październikowy, a w innym listopadowy. Jakkolwiek by było, to frekwencja znowu będzie zapewniona, ponieważ jesienią w parze z modą występuje turystyka… Mam nadzieję, że z uwagi na gospodarczy boom targi w Rumunii nabiorą pożądanego znaczenia i prestiżu.

PRIBAŁTYCKI SOJUSZ
Dla przeciwwagi proponuję przemieścić się na chwilę na północ i przyjrzeć się temu, co dzieje się w republikach bałtyckich. Wszystkie trzy kraje, Estonia, Łotwa i Litwa, od dawna należą do Unii Europejskiej, całkiem dobrze radzą sobie gospodarczo, mają wspólną, europejską walutę. W zasadzie jedynym problemem dla polskich eksporterów jest wielkość tego rynku. Populacja republik bałtyckich ledwo przekracza 6 mln i sukcesywnie się zmniejsza. Od wielu lat w tamtym regionie dwa razy do roku odbywały się targi odzieży, tkanin i dodatków. Żeby było ciekawiej, imprezy miały dwóch różnych, rywalizujących o wystawców organizatorów. Bo choć odbywały się w różnych miejscach (Ryga, Wilno) i w różnych porach roku (kwiecień, październik) to każda sobie przypisywała tytuł „the best fashion fair in the Baltic states”. Na szczęście Łotysze z Litwinami doszli do porozumienia i od kilku lat występują pod wspólnym logo i nazwą Baltic Fashion & Textile z dopiskiem „Riga” i „Vilnius”. Impreza jesienna w Wilnie jest większa, ale też Litwa jest największym krajem Pribałtyki (2,8 mln mieszkańców), a co za tym idzie – największym rynkiem. W ostatniej edycji imprezy (2017) wzięło udział 460 wystawców z 26 krajów. Zauważalny był duży udział firm z Litwy i Chin. 11 wystawców reprezentowało Polskę. Targi miało odwiedzić 10,9 tys. zwiedzających z 26 państw, ale z tymi liczbami byłbym ostrożny. Pamiętam, że wchodząc na imprezę w Wilnie uśmiechnąłem się i ukłoniłem nisko panu z ochrony… i to wszystko. Żadnego skanowania wejściówki, żadnej rejestracji. Widocznie ochrona liczy i zapamiętuje wszystkich wchodzących…

Organizatorzy ryskiej mutacji targów żądają rejestracji lub wykupienia niedrogiego biletu wstępu. Dlatego informacja, że imprezę w 2017 r. odwiedziło 9,8 tys. zwiedzających, w tym 4,8 tys. profesjonalistów, jest bardziej wiarygodna. Ale już liczba 203 uczestników wymaga pewnego sprecyzowania. Samych stoisk było trochę ponad 130. Pozostałe firmy to uczestnicy giełdy kooperacyjnej będącej częścią targów. Taka drobna różnica – uczestnik, ale nie wystawca… Cóż, kreacja statystyk wcale mnie nie dziwi, bo jak już wspominałem, rywalizacja o wystawców była i nadal jest kontynuowana, ale dyskretniej…

Wszystkich zainteresowanych wiadomościami o targach odbywających się w Europie Środkowo-Wschodniej odsyłam do strony www.exhibitions24.eu.
 Jarosław Krykwiński

Jarosław Krykwiński

Data publikacji: 31.07.2018
Przeczytaj również

Aktualności:
Ruszyła rejestracja na Cross-Border E-commerce! Dowiedz się, jak zwiększyć e-sprzedaż za granicą!

Można już rejestrować się na konferencję Cross-Border E-commerce, która odbędzie się 16 maja 2024 r. w Warszawie. To wydarzenie dla… więcej »

Targi:
Techtextil i Texprocess 2024:
Wgląd w przyszłość przemysłu odzieżowo-tekstylnego

23 - 26 kwietnia we Frankfurcie odbędą się targi Techtextil i Texprocess. To świetna okazja, aby zobaczyć, w jakim kierunku zmierza produkcja… więcej »

Targi:
Targi RetailShow 2023 już w tym tygodniu

Międzynarodowe Targi Wyposażenia Sklepów RetailShow odbędą się 22-23 listopada br.  w Centrum EXPO XXI w Warszawie. To najważniejsze… więcej »