Sieć zagarnia modę

fot. Krzysztof Wyżyński, model: Marcin M/ Specto Models

Rozmawiamy z projektantem specjalizującym się w modzie męskiej – Piotrem Drzałem.

Pierre Bergé, współtwórca imperium Yves Saint Laurent, powiedział kiedyś: „Haute couture nie przynosi nam zysku. To nasz budżet reklamowy”. O dziwo, podobne podejście do swoich marek ma obecnie wielu młodych polskich projektantów. Wprawdzie nie uprawiają wysokiego krawiectwa, ale z powodzeniem stosują maksymę Bergé’a do prêt-à-porter. Świetnie zdają sobie sprawę, że każde wydarzenie, pokaz w kraju czy za granicą, tworzy medialny szum, który kieruje kolejne osoby do sieci, gdzie przez 24 godziny na dobę czynne są platformy sprzedażowe z ich ubraniami.

– Masz za sobą triumf w Fashion Designers Awards, udział w Złotej Nitce, Off Fashion, Baltic Fashion Award, regularnie pokazujesz kolekcje na Fashion Weeku w Łodzi, dwukrotnie pojechałeś na Moda Lisboa. Czy obok efektu PR-owego czerpiesz z tej aktywności jakieś wymierne korzyści?

– Ciekawe propozycje współpracy zazwyczaj przychodzą po czasie. Teraz jestem zaangażowany w pewne projekty, owoce wcześniejszych prezentacji. Niestety, dopóki nie ujrzą światła dziennego, nie mogę niczego zdradzić.

– Sieć ułatwia sprzedaż?

– Sposób myślenia ludzi młodych, tych, którzy mają obecnie dwadzieścia parę lat, zmienia się na naszych oczach. Internet, Facebook, Instagram, Snapchat, rzadziej Twitter, stały się potężnymi nośnikami treści informacyjnych i reklamowych w branży mody. Dzięki nim dużo więcej słyszy się i mówi o ubiorze.

– Czy uważasz, że oryginalność, a nawet szokowanie publiki, przyciąga Polaków do mody?

– Projektując, słucham intuicji, ale zadaję sobie pytanie, czy sam bym te rzeczy nosił. Nie chcę mężczyzn przebierać. Facet ma wyglądać po męsku, dlatego unikam awangardy. Raz zdarzyła mi się kolekcja, którą określiłbym jako trudną do sprzedaży. To był mój dyplom, którym notabene wygrałem Fashion Designers Awards. Pamiętam, że wtedy mocno poszalałem z formą. Wszystkie rzeczy miały swoje wymagania, więc ciężko było je wystylizować do codziennego użytku, a sprzedały się co do sztuki.

– Wiesz, kto kupował?

– Niektóre osoby były związane z branżą, a niektóre totalnie spoza. Co ciekawe, często męskie rzeczy kupują u mnie dziewczyny. Dla siebie, a przecież ja nie szyję uniseksu. Lubię patrzeć, jak później zestawiają je z typowo kobiecymi ciuchami.

– Jaką masz politykę cenową?

– Jestem na poziomie powyżej Zary, ale zdecydowanie nie na tej samej półce co Vistula czy Rage Age. Ceny mam adekwatne do jakości wyrobów i wzornictwa. Nie winduję ich, bo sam nie kupuję przesadnie drogich rzeczy.

– Marka już się bilansuje?

– Z tym bywa różnie. Staram się zyskami ze sprzedaży poprzedniej kolekcji finansować następną. Nie angażuję dodatkowo swoich prywatnych środków.

– Z badań wynika, że najlepiej sprzedają się góry. Czy masz podobne doświadczenia?

– Absolutnie. Może dlatego, że spodnie traktujemy jako bazę stylizacji. Natomiast góra w codziennym życiu jest bardziej eksponowana i jednocześnie łatwiej się nią bawić. Zdecydowanie panowie najczęściej kupują koszule, marynarki i płaszcze.

– A masz już hit sprzedażowy?

– Koszula – co do fasonu, to przekrój jest szeroki: od klasyki po eksperymenty z formą. Uwagę zwracają detale, które wynikają z cięć czy nowych rozwiązań, np. odszycia kieszonki, albo zmienionego kształtu kołnierzyka.

– Jesteś firmą jednoosobową, czy wspomaga cię menedżer?

– Jeśli już decydujemy się na założenie własnej marki i poważnie podchodzimy do biznesu, to menedżer czy osoba zajmująca się finansami jest konieczna. Nie sądzę, by projektant był w stanie wykonywać wszystkie czynności związane z rozwojem marki – pozyskiwać sponsorów, inwestorów – w pojedynkę. Tak się po prostu nie da. Ja zdecydowanie wolę skupić się tylko i wyłącznie na tworzeniu kolekcji. Osoba, która uderzy ręką w stół i powie: teraz to stary przegiąłeś, się przydaje. Działa mobilizująco. Wymusza konieczne zmiany, których sami z różnych powodów wolelibyśmy uniknąć.

– Obok projektowania na własny rachunek ciągniesz jeszcze etat. Co, poza stałą pensją, daje praca w firmie o profilu fast fashion?

– Przede wszystkim uczy dyscypliny i terminowości. Wiesz, że musisz twardo stąpać po ziemi, nie tracąc z oczu obrazu klienta. Każda kolekcja ma przynieść konkretny zysk, co oznacza konieczność pójścia na kompromisy, czasem przystopowania własnej kreatywności. Kiedy rzecz jest za droga, trzeba kombinować, jak zejść z ceny. Podjąć decyzję, czy wystarczy użyć tańszej tkaniny gorszej jakości, czy uprościć projekt… Wbrew pozorom podobne dylematy rozwiązujemy także, przygotowując kolekcję autorską.

MZ

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

fot. materiały prasowe ModaLisboa

Data publikacji: 29.01.2016
Przeczytaj również

Moda:
TRENDY: Najmodniejsze damskie marynarki i garnitury na wiosnę–lato 2020

Według światowej agencji Fashion Snoops, wśród must-have’ów na najbliższy sezon… więcej »

Moda:
Odkrywamy okrycia – słowniczek kurtek i płaszczy
Bosmanka to niekoniecznie kobieta bosman, husky nie musi oznaczać rasy psów, a anorak to nie rodzaj egzotycznej nalewki. Krótki przewodnik po najważniejszych fasonach kurtek i… więcej »

Jedna myśl nt. „Sieć zagarnia modę

  1. Pingback: Luksusowe marki odzieżowe w sieci zakupów [RAPORT] - The Nets Blog

Możliwość komentowania jest wyłączona.