Yin i yang z Nowego Jorku

Rozmawiamy z Magdaleną Marią Muszyńską, której kolekcja „Przeciwieństwa” została nagrodzona przez Fashiobusiness.pl podczas Gali Dyplomowej ASP w Łodzi.

MAGDA_MUSZYNSKA_4553Nowy Jork naprawdę zmienia ludzi, którzy zdecydują się tam zamieszkać. W tym mieście niesamowite przygody spotykają nie tylko bohaterów filmowych produkcji. Czy to magia, nie wiemy, ale faktem jest, że pobyt w Wielkim Jabłku zmienił pracownicę naukową z warszawskiej SGH w projektantkę mody. Sprawił, że mając ustabilizowaną sytuację zawodową, zapisała się na kursy projektowania, a po powrocie do Polski – na studia do akademii sztuk pięknych. Droga Magdaleny Muszyńskiej do mody jest nietypowa, ale przyjrzyjmy się rezultatom jej pracy. Światło dzienne ujrzała jej pierwsza autorska kolekcja.

– Jak rozpoczęła się twoja przygoda z projektowaniem?

– Zaczęła się, gdy mieszkałam w Stanach. Tam inaczej się myśli. Panuje przekonanie, że nigdy nie jest za późno, żeby coś w swoim życiu zmienić, a wybór nowej drogi zawodowej może nastąpić w każdym wieku. Najpierw była nauka szycia w stanowym college’u, a kiedy przyjechałam do Nowego Jorku, zapisałam się do słynnej Parsons School of Design. Zaliczyłam tylko miesięczny intensywny kurs projektowania, jednak odniosłam wrażenie, że amerykańscy wykładowcy najmocniej podkreślają praktyczny wymiar mody. Najważniejsze jest, jak ubrania będą się nosiły i czy sprzedaż osiągnie zakładany poziom. Później okazało się, że priorytety zmieniają się wraz ze zmianą kontynentu. Podczas kursów na Saint Martins, kładziono nacisk na rolę kreatywności w procesie projektowania.

– Po powrocie do kraju wybrałaś studia na łódzkiej ASP. A dyplom zrobiłaś w…

– …w pracowni adiunkt Małgorzaty Łukawskiej i jest to praca licencjacka. Inspiracją był Nowy Jork, a konkretnie Manhattan i Central Park. Ten pierwszy reprezentuje to, co jest zorganizowane, przeliczalne i dynamiczne, podczas gdy Central Park – naturę, to co nieokiełznane, zmienne, podlegające własnemu wewnętrznemu rytmowi. Innymi słowy yin i yang, męski i kobiecy pierwiastek świata. Łącząc je w formę ubioru, odwoływałam się jednocześnie do tradycji krawiectwa męskiego i damskiego.

– I powstała kolekcja damska na sezon jesienno-zimowy…

– Tak, aczkolwiek nie kierowałam się obowiązującymi trendami. Kolekcja nie jest zupełnie oderwana od tego, co się obecnie dzieje w modzie, jednak chciałam mocno osadzić ją w tradycji. Moim założeniem było stworzenie nowoczesnych ubrań, zawierających czytelne elementy klasyki. Proponuję siedem pełnych sylwetek, pokazujących cały asortyment damskiego ubioru – płaszcze, marynarki, spódnice, spodnie, sukienki i koszule, które można dowolnie zestawiać. Jednocześnie każda rzecz niesie rozpoznawalny autorski przekaz.

– Jaki zastosowałaś klucz kolorystyczny?

– Manhattanowi odpowiada paleta szarości i beżów, natomiast Central Park to kolory jesiennych liści.

– Na wystawie w ASP pokazałaś również akcesoria.

– Temat tak mnie wciągnął, że postanowiłam potraktować go całościowo i zaprojektować wszystko, czyli ubrania oraz dodatki – biżuterię, torebki. W planach miałam jeszcze skórzane nakładki na buty, które zmieniałyby szpilki w kozaki (coś w rodzaju sztylpy czy cholewy). Niestety, zabrakło mi czasu. Dodatki robiłam od początku do końca samodzielnie. Pracę nad nimi zaczęłam od biżuterii. Broszki, bransoletki, naszyjnik i kolczyki zostały wykonane z kory, kupionej na dworcu w Berlinie. Była częścią zestawów do samodzielnej aranżacji wystroju domu. Pociągnęłam ją lakierem bezbarwnym, a potem powkręcałam metalowe cyferki.

– Ile czasu upłynęło od chwili powstania koncepcji po gotową kolekcję?

– Prace nad dyplomem rozpoczęłam w lutym od… napisania pracy, a obroniłam się we wrześniu. Najpierw rozważałam, co to znaczy kobiecość i męskość. Chciałam dogłębnie przeanalizować wszystkie inspiracje i potwierdzić, że wybrałam właściwą drogę. Poza tym sama robiłam wszystkie wykroje. Sporo szyłam. Moim idolem jest Alexander McQueen, który mawiał: „Umiem zdekonstruować ubrania, ponieważ potrafię je uszyć”.

– W tej kolekcji mnóstwo się dzieje. Pochylmy się nad detalami.

– Wykorzystałam kilka technik obróbki materiałów. Jest druk cyfrowy, a na podszewkach sitodruk, są hafty. Każda koszula ma inny rodzaj kołnierzyka i mankietów. Wszystkie zostały uszyte wg schematu klasycznej koszuli męskiej: na podwójnym karczku, odcinane, z obniżonymi pachami i poszerzoną górą rękawa. Część guzików przypomina męskie spinki do mankietów, część to cyferki.

– Większość kolekcji przeszła przez twoje ręce. Jesteś w pełni samowystarczalna?

– Nie, współpracowałam z kilkoma krawcowymi. Zresztą szycie było koszmarem. Pierwsza pani z polecenia, notabene świetny fachowiec, bardzo długo woziła tkaniny. Na pierwszą rzecz doczekałam się po dwóch miesiącach. Kiedy postawiłam sprawę na ostrzu noża, uszyła trzy kolejne, ale trzeba było nanieść mnóstwo poprawek. Do złożenia dyplomu pozostał miesiąc, a nic nie było gotowe. W rezultacie szyły dla mnie cztery krawcowe. Przy czym jedną musiałam dosłownie trzymać za rękę, żeby wszystko zrobiła tak, jak bym chciała. W klasycznym krawiectwie nic się nie ukryje, każda wada od razu rzuca się w oczy. Miałam projekt marynarki, gdzie na jednym rękawie były dwa wycięcia, a na drugim jedno. Przychodzę po odbiór, patrzę, a na obu rękawach są po dwa wycięcia. Kiedy zwróciłam uwagę, że wykonanie odbiega od projektu, usłyszałam: „Pani jest w ogóle nieelastyczna”.

– Bogactwo inspiracji, spore wyzwanie projektowe i problemy z wykonawcami. Jak udało ci się uniknąć chaosu?

– Cały czas miałam w głowie rady, które przekazano mi w Saint Martins. Nauczyłam się tam, że trzeba pilnować jednocześnie wszystkich aspektów projektowania.

– Jakie to aspekty?

– Jest ich pięć i kolejno to: forma ubioru, innymi słowy konstrukcja (musiałam więc odpowiedzieć sobie na pytanie – co to znaczy konstrukcja damska i męska); następnie kolor; detal (część męska jest gładka bez zdobień, a część kobieca z haftami i przeszyciami); faktura, czyli materiał (tkaniny były męskie, wełna w jodełkę oraz bawełna koszulowa) i ostatni aspekt – wydźwięk całości.

– Co dalej z kolekcją?

– Chciałabym zgłosić ją na Złotą Nitkę. Poszukam też innych konkursów. Natomiast sprzedaż i produkcję zacznę od kolekcji wiosna–lato.

– Zaplanowałaś już przyszłość?

– Nie zdecydowałam się na studia magisterskie, bo postanowiłam zmierzyć się z rynkiem. Choć wciąż obawiam się, czy sama dam radę z marketingiem, produkcją i dystrybucją. Równolegle staram się dostać na jakiś ciekawy staż. Napisałam kilka aplikacji i czekam na odpowiedź. Mam też konkurencyjny pomysł. Myślałam o tym, żeby się wyspecjalizować. Na razie moja marka Ma Ma Mu ma stronę internetową i fanpage na Facebooku…

– W takim razie życzę realizacji planów i dziękuję za rozmowę.

M.Z.

Zdjęcia kolekcji: Malwina Sulima

DSC_8428DSC_8393DSC_8360aDSC_8342aDSC_8307aDSC_8238DSC_8153DSC_8151DSC_8278aDSC_8204r

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Data publikacji: 18.12.2015
Przeczytaj również

Moda:
TRENDY: Najmodniejsze damskie marynarki i garnitury na wiosnę–lato 2020

Według światowej agencji Fashion Snoops, wśród must-have’ów na najbliższy sezon… więcej »

Moda:
Odkrywamy okrycia – słowniczek kurtek i płaszczy
Bosmanka to niekoniecznie kobieta bosman, husky nie musi oznaczać rasy psów, a anorak to nie rodzaj egzotycznej nalewki. Krótki przewodnik po najważniejszych fasonach kurtek i… więcej »