Zasady dobrych praktyk handlowych w dobie pandemii Covid-19

fot. serwis prasowy H&M/ GMB Akash

Błyskawiczny rozwój pandemii Covid-19 stworzył bezprecedensowe i nieprzewidywalne środowisko w handlu na całym świecie, wywołując powszechny niepokój, co stanie się w nadchodzących tygodniach i miesiącach. Powszechne stało się niedotrzymywanie zobowiązań kontraktowych i podważanie pryncypialnej zasady nienaruszalności umów.

Uczciwość i rzetelność kupiecka oraz dobre praktyki handlowe to najważniejsze zasady, a ich brak lub niewystarczające respektowanie są powodem sporów i konfliktów, co przekłada się na poważne straty finansowe dla wielu firm. Warunki kontraktowe, uzgodnione między stronami w momencie zawarcia umowy, powinny chronić interesy kupującego i sprzedającego, a zasada ich nienaruszalności oznacza trwałe zobowiązanie stron do ich wykonania. Zakłada ona także, że negocjowanie, podpisanie i wykonywanie kontraktu prowadzone jest przez obie strony w sposób rzetelny i w dobrej wierze.

Nienaruszalność zapisów kontraktowych to ideał, który pozwala na stabilność handlową, pod warunkiem, że strony są świadome wagi obowiązków w nich wynikających. Strony mogą oczywiście zdecydować się na poprawienie lub zmianę warunków zawartej przez siebie umowy, ale tylko za obopólną zgodą, chociaż żadna ze stron nie jest do tego zobowiązana. Nie osłabia to nadrzędnych pryncypiów nienaruszalności zawartej umowy i nie uzasadnia jej niewykonania.

Rozczarowujące jest to, jak wiele marek i sprzedawców detalicznych odstępuje obecnie od zobowiązań kontraktowych, a ich działania zaburzają cały łańcuch dostaw, dramatycznie wpływając na życie milionów ludzi uzależnionych od kondycji wielu gałęzi gospodarki. Ale puste centra handlowe w miastach Zachodu i Wschodu to jedno ze świadectw największego kryzysu, jaki dotknął światowy przemysł i handel detaliczny naszych czasów. Koronawirus dewastuje codzienne przepływy tysięcy zamówień, składanych w fabrykach, których produkcja nagle się zatrzymała. Pandemia Covid-19 stała się katastrofą dla setek milionów pracowników, bez różnicy – czy z krajów zamożnych czy biednych, zmagających się obecnie z bezrobociem. Zaczyna być także katastrofą dla rzetelnych i stabilnych relacji kupieckich, przez wile lat wypracowywanych między partnerami biznesowymi.

Rozważania o nadchodzącym globalnym kryzysie ekonomicznym, w następstwie całkowitej blokady życia prywatnego i gospodarczego, koncentrują się głównie na problemach linii lotniczych, turystyki, hotelarstwa, czy przemysłu samochodowego. Drastycznie obniżony popyt na towary uderzył w producentów miedzi w Chile, Peru, Kongo czy Zambii, ale także cynku w Brazylii czy Indiach. Eksporterzy ropy naftowej zanotowali najniższe w historii notowania giełdowe, wywierające presję na borykające się od lat z ogromnymi problemami gospodarczymi kraje, takie jak: Kolumbia, Algieria, Mozambik, Irak, Nigeria czy Meksyk. I chociaż napływają już sygnały z Chin o wznowieniu produkcji w wielu działach gospodarki, analitycy nie oczekują szybkiej poprawy sytuacji. Mimo, że detaliści starają się zachęcać do zakupów rabatami i promocjami lub e-kampaniami marketingowymi, a w wielu krajach blokady złagodzone zostały na początku maja, na odczuwalną poprawę trzeba będzie czekać do momentu, aż kupujący „zaaklimatyzują” się w nowej rzeczywistości.

Światowy handel detaliczny to setki milionów miejsc pracy, który w krajach wysoko rozwiniętych angażuje nawet ¼ pełnoetatowych pracowników, przynoszących znaczącą część produktu krajowego brutto. Pośród nich funkcjonuje branża mody z wyrobami tekstylno-odzieżowymi i obuwiem, często postrzegana jako nieistotna, ale jakże silnie oddziałująca na gospodarkę wielu krajów.  Od ogłoszenia pandemii i przy totalnej blokadzie sprzedaży, marki modowe i detaliści przeanalizowali niezliczoną ilość scenariuszy, ale w miarę upływu czasu większość z nich dochodziła do przekonania, że spełnią się niestety te gorsze i najgorsze z nich. W wyniku epidemii uruchomiony został bowiem efekt domina. Rozpoczął się od zamkniętych sklepów, potem szybko uderzył w marki modowe, co z kolei zmusiło ich działy handlowe do anulowania zamówień hurtowych i produkcyjnych. Po kilku dniach przyszedł czas na fabryki odzieżowe, produkujące dla tych marek, potem na wykończalnie, tkalnie, dziewiarnie i przędzalnie, aż w końcu pandemia dopadła rolników, produkujących surowce włókiennicze takie, jak bawełna, wełna czy len. Dalej, rozlała się na przemysł reklamowy, wycofujący zlecania z kolorowych czasopism, na właścicieli powierzchni handlowych bez najemców, czy firmy logistyczne i przewoźników, którzy stracili swoich klientów. Wreszcie, Covid-19 doszedł do punktu, w którym pojawiły się problemy z płynnością finansową, trudną do udźwignięcia nawet przez tych największych.

Firmy modowe zatowarowane są nadal ubraniami z kolekcji wiosennej, zalegającymi w magazynach i nieczynnych salonach, a nawet w tranzycie i choć część sprzedaży realizowana jest on-line, pełna wartość produktów nigdy nie zostanie odzyskana. Kiedy nie można sprzedać zapasów z powodu nieczynnych sklepów i braku kupujących, cały system rozpada się. Minie co najmniej rok, zanim przemysł i handel powrócą nieco do normy, ale będzie to nowa norma, której wielu może nie przetrwać. Stąd, wiele firm po prostu przestało odbierać zamówienia, zaczęło renegocjować ilości i ceny we wdrożonych do produkcji kontraktach, przeciągać terminy płatności, czy anulować przygotowane kolekcje.

Firmy modowe i marki odzieżowe rzadko są właścicielami fabryk, które dostarczają im swoje wyroby. Większość zamówień na odzież i obuwie jest zlecana dostawcom z rynków wschodzących, gdzie koszty surowców, energii, a zwłaszcza pracy są niższe, a więc z krajach najbardziej narażonych na  globalne wstrząsy gospodarcze. Dzisiaj, kraje te zaczynają ponosić coraz większe szkody; międzynarodowe inwestycje uciekają od nich w tempie niespotykanym od czasu światowego kryzysu finansowego w 2008 r. Jeszcze w zeszłym roku grupa ok. 25 rynków wschodzących, w tym Chiny, Indie, RPA i Brazylia, odnotowały napływ inwestycji netto w wysokości 79 mld USD; w ciągu ostatnich dwóch miesięcy już 70 mld USD inwestycji netto opuściło te kraje. Spadać zaczęła wartość lokalnych walut, wzrosły koszty obsługi kredytów oraz ceny importowanych towarów, szczególnie żywności. Od Azji Południowo-Wschodniej, przez Afrykę do Ameryki Łacińskiej walka ze zdwojoną siłą kryzysu zdrowotnego i gospodarczego ujawniła, jak wiele krajów rozwijających się obciążonych jest problemami ekonomicznymi i społecznymi, które ograniczają ich zdolność do pomocy potrzebującym.

Przed wybuchem pandemii gospodarka Argentyny już była pogrążona w kryzysie. W latacj 2018 i 2019 r. inflacja przekraczała 50%, a jej waluta – peso, straciła ponad 2/3 swojej wartości. Dług publiczny zbliżył się do niepokojącego poziomu 90% rocznego PKB, a od początku 2020 roku waluta spadła o kolejne 6 % w stosunku do USD. Rząd Argentyny stanął przed matematycznym zadaniem, jak bez zwiększenia wydatków publicznych ochronić kraj przed całkowitym upadkiem.

Od kilku lat także Indie dotknięte są spowolnieniem gospodarczym, a rządowi zarzuca się nieudolność i zaniżanie oficjalnych danych o bezrobociu. Dla odwrócenia uwagi od krytyki fatalnej polityki gospodarczej, podsycany jest hinduistyczny nacjonalizm, skierowany w agresywnych wystąpieniach najbiedniejszych warstw społecznych przeciwko mniejszości muzułmańskiej. W połączeniu z wprowadzonymi pod koniec marca drakońskimi ograniczeniami epidemicznymi, może to doprowadzić do nieobliczalnych następstw.

Przed wielkim wyzwaniem stoi również Bangladesz. Według BGMEA (Bangladesh Garment Manufacturers and Exporters Association), w 2019 r. wyroby odzieżowe stanowiły 84% całkowitego eksportu tego kraju, choć wg tej organizacji, większość fabryk zanotowała straty lub uzyskała minimalne marże z powodu ustawowo wprowadzonych podwyżek płac w 2018 r. 26 marca, przy użyciu wojska i policji rząd wymusił zamknięcie gospodarki i powszechną izolację. Choć początkowo miała ona trwać 10 dni, może być przedłużona nawet do 15 maja, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się Covid-19. Gęsto zaludniony 160-cio milionowy Bangladesz jest bowiem obszarem wysokiego ryzyka epidemicznego, gdzie na dodatek setki tysięcy pracowników wróciło z krajów ościennych, dotkniętych koronawirusem, do ciasnych domostw z fatalną infrastrukturą sanitarną.

Dla ratowania gospodarki i wyrównania strat, 25 marca ogłoszono rządowy program pomocowy o wartości 590 mln USD, który według zapewnień władz będzie przeznaczony wyłącznie na wynagrodzenia i dodatki dla pracowników. Trzeba jednak pamiętać, że wielu członków rządu Bangladeszu to właściciele fabryk odzieżowych, a badania Pennsylvania State University’s Center for Global Workers’ Rights wykazały, że 70% pracowników, a więc miliony – głównie kobiet z obszarów wiejskich, zostało już odesłanych do domów bez należnych im wynagrodzeń lub odpraw.

Według BGMEA, przemysł pogrążony jest w kompletnym chaosie przez nieodpowiedzialne działania zachodnich potentatów odzieżowych, masowo anulujących lub odraczających zamówienia, szacowane już na ca 2,8 mld USD. Rujnuje to cały łańcuch dostaw, a straty zagrażają zatrudnieniu ponad 2 mln pełnoetatowych pracowników przemysłu odzieżowego. Marki modowe zdają sobie sprawę, że ich bezprecedensowe działania będą miały ogromny wpływ na cały łańcuch dostaw, ale przypominają jednocześnie, że Bangladesz jest miejscem najbardziej skutecznej i kosztownej, ponadnarodowej kampanii na rzecz poprawy warunków pracy i socjalnego bezpieczeństwa pracowników sektora tekstylno-odzieżowego na świecie. Lokalne biura MOP czy Fair Wear – organizacji non-profit, finansowanej przez największych odbiorców tekstyliów, działające na rzecz zrównoważonego rozwoju, z uwagą monitorują bieżącą walkę z ubóstwem i bezrobociem. Istnieje jednak obawa, że wielu sprzedawców mody, aby nie dopuścić do własnego bankructwa, nie będzie w stanie dalej wspierać finansowo tej kampanii, co może zniweczyć osiągnięcia pracownicze, etyczne i środowiskowe w Bangladeszu. Cięcia uderzają bowiem we wszystkich; marki odzieżowe zamykają salony, ograniczają dzierżawy powierzchni i zmniejszają zatrudnienie. Primark, jeden z największych nabywców odzieży w Bangladeszu, który nie sprzedaje on-line, w ciągu dwóch tygodni marca zamknął do odwołania wszystkie 376 sklepów w dwunastu krajach, tracąc około 807 mln USD sprzedaży netto miesięcznie. Jednocześnie, mając ogromne zapasy zapłaconych towarów, firma wstrzymała wszystkie dostawy i nowe zamówienia. Podobnych przykładów jest wiele, więc z uznaniem należy wymienić takie koncerny jak H&M, Inditex, PVH, czy M&S, którzy potwierdzili odbiór i zapłatę za już wyprodukowane towary lub produkcję w toku, a także zadeklarowali powstrzymanie się od renegocjowania cen na złożone zamówienia.

Jak więc oceniać tych, którzy odstąpili od pryncypialnych zasad handlu i nie podjęli się dźwigania trudności finansowych wraz ze swoimi partnerami w łańcuchu dostaw? Czy sektor tekstylno-odzieżowy jest w stanie obronić się przed Covid -19, który wewnętrznie go rujnuje? Ogromny spadek popytu wywołał destabilizację całego sektora i naganne – choć można przypuszczać, że w ogromnej części nieplanowane – działania wielu jego uczestników. W światowym przemyśle tekstylno-odzieżowym niezbędne jest więc przywrócenie stabilności i poczucia bezpieczeństwa, gdyż wzajemne przestrzeganie podstawowych zasad handlu nigdy nie było ważniejsze niż obecnie.

W poszukiwaniu pilnych rozwiązań, 30 kwietnia br., producenci, przetwórcy i handlujących bawełną przeprowadzili w formie wideokonferencji dyskusję dla wypracowania wspólnego stanowiska. Komitet ds. Międzynarodowej Współpracy między Izbami Bawełny (CICCA), Międzynarodowy Komitet Doradczy ds. Bawełny (ICAC) oraz Międzynarodowa Federacja Producentów Tekstyliów (ITMF), reprezentujące najważniejsze organizacje bawełniarskie i tekstylne na świecie, w komunikacie końcowym podkreśliły, że wszyscy uczestnicy światowego handlu surowcami włókienniczymi i wyrobami tekstylno-odzieżowymi powinni kierować się wzajemnym szacunkiem i zrozumieniem. W tych skrajnych okolicznościach, powinni zadbać o potencjał przyszłej współpracy i dążyć do przywrócenia wzajemnego zaufania. Poprzez znalezienie akceptowalnych polubownych rozwiązań, usuwać powinni przeszkody i unikać sporów z powodu niedotrzymania zobowiązań kontraktowych. Pamiętając o pryncypialnej zasadzie nienaruszalności umów oraz uczciwości i rzetelności kupieckiej, na których zbudowany jest zdrowy i bezpieczny handel międzynarodowy, CICCA, ICAC i ITMF zachęcają także wszystkich do podejmowania działań, które ożywią sektor bawełniany i powiązany z nim przemysł tekstylno-odzieżowy, poprzez komunikowanie się, współpracę oraz reagowanie na potrzeby swoich kontrahentów.

Jerzy Kotwas

Dyrektor ds. Promocji i Współpracy Międzynarodowej

Izba Bawełny w Gdyni – Gdynia Cotton Association

Żródła:

New York Times, The Daily Star Bangladesh, CICCA, ICAC, ITMF, Center for Global Workers’ Rights, ILO – International Labour Organisation



Data publikacji: 11.05.2020
Przeczytaj również

Rynek:
Eobuwie reaktywuje markę Rage Age

Eobuwie.pl wprowadza do sprzedaży odzież premium marki Rage Age, którą spółka przejęła w 2019 r. Brand, dotychczas znany głównie z mody… więcej »

Handel:
LPP odracza płatności w e-sklepach

Firma LPP, właściciel Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay, postanowiła wdrożyć w sklepach internetowych wszystkich swoich marek nową… więcej »

Rynek:
Założyciel Redanu sfinansuje nowe kolekcje Top Secret

Radosław Wiśniewski, główny akcjonariusz oraz członek rady nadzorczej Redanu zamierza zainwestować prywatne środki w finansowanie nowych… więcej »