Miejska Legenda Projektowania

Aneta Dziadkowiec to tegoroczna absolwentka Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru (SAPU) w Krakowie. Na pokazie w ramach Cracow Fashion Awards Premiery ujęła naszą redakcję kolekcją „Urban Legends”. W wywiadzie pytamy ją o inspiracje, modę uliczną, plany i marzenia.

Aneta Dziadkowiec

Aneta Dziadkowiec

Jak zaczęła się Pani przygoda z projektowaniem?

Kilka lat temu ukończyłam zarządzanie na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, jednak czegoś mi brakowało. Zawsze interesowała mnie moda, dlatego postanowiłam spróbować swoich sił w SAPU. Naukę łączyłam z pracą w branży human resources. W tym roku obroniłam dyplom i obecnie zamierzam skupić się już na projektowaniu.

Co stanowi dla Pani inspirację?

W projektowaniu inspiruję się życiowym minimalizmem, zrównoważoną modą, kontrkulturą i miastem. Lubię długie imprezy z muzyką techno – dają mi twórczą energię i nowe pomysły.

Jak rozumie Pani określenie urban legends? Co to dla Pani oznacza?

Historie krążące po mieście, przekazywane w gronie zaufanych znajomych, w końcu zaczynające żyć własnym życiem, zyskujące jakiś dodatkowy sens. Mitologia miejska.

Dlaczego zatem „Urban Legends”? Co było inspiracją dla kolekcji, co ona wyraża?

Pomysł na kolekcję przyszedł, kiedy natknęłam się w internecie na zdjęcia skośnookiego kloszarda w niesamowitym, wielowarstwowym płaszczu typu DIY (do it yourself). Wyglądał w nim tak zaskakująco, że zaczęłam się zastanawiać, jakie metody „projektowania” za tym stoją. To był początek moich poszukiwań. Na końcu właśnie te metody okazały się ważniejsze niż sama estetyka.

Które elementy kolekcji uważa Pani za najciekawsze/najbardziej charakterystyczne lub jest z nich Pani najbardziej dumna?

Bardzo lubię akcesoria, które powstały na samym końcu procesu projektowania „Urban Legends”, a które stanowią dość charakterystyczne dopełnienie kolekcji. Duże zainteresowanie widzów, jury, wzbudziły torby wykonane z pociętych czarnych reklamówek Boss.

Jakich materiałów Pani użyła? Jakie techniki zastosowała Pani przy tworzeniu kolekcji?

Kolekcja powstała w większości z materiałów z odzysku, wyszperanych w sklepach z odzieżą używaną.

Do uszycia płaszczy wykorzystałam stare dżinsy i znoszoną wełnę. Swetry wykonałam ze starej włóczki, sznurków i pociętej folii. Ważną rolę w procesie projektowym odegrał… przypadek i różne techniczne ograniczenia, które co chwilę napotykałam na swojej drodze. Chwilami była to ciężka walka, ale ostatecznie jestem bardzo zadowolona z końcowego efektu, z zestawień wzorów i faktur, które z tego wyszły. Lubię też to, jak kontrastują z prostymi krojami uniseks.

Jakie wrażenia wywarła na Pani impreza Cracow Fashion Awards? Co było najważniejsze, co się podobało?

Przede wszystkim powinnam chyba powiedzieć, że udział w Cracow Fashion Week i otrzymanie wyróżnienia za kreatywność i wizjonerstwo jest moim pierwszym sukcesem w świecie mody. Było mi bardzo miło, że moja praca została doceniona. Gdy chodzi zaś o samą imprezę, to zwróciłam szczególną uwagę na miejsce – Muzeum Inżynierii to świetna przestrzeń, w której klimat kolekcja dość mocno się wpisywała. Ikoniczne Centrum Kongresowe stanowiło z kolei bardzo mocny kontrast. Rozdaniu Cracow Fashion Awards towarzyszyła znakomita atmosfera, usłyszałam wiele miłych słów Np. Jerzy Antkowiak nazwał moją kolekcję „uroczo niemodną”, jak dla mnie to wielki komplement!

Do kogo kieruje Pani swoje projekty? Jaki jest target?

Swoją kolekcję dyplomową potraktowałam bardziej jako moją wypowiedź artystyczną, bez zastanawiania się, kto jest jej targetem. Pomyślałam, że na coś bardziej rynkowego przyjdzie jeszcze czas. W przyszłości chciałabym projektować użytkowe, trwałe rzeczy dla świadomych konsumentów.

Jak rozumie Pani określenie styl uliczny, streetwear? Co to jest moda streetwearowa, czym się charakteryzuje?

Streetwear ma subkulturowe korzenie i zaplecze. Wiąże się z tym pewien etos. Wydaje mi się, że dzięki temu ten nurt wciąż zachowuje minimum autentyczności i jest popularny wśród młodych osób. Mam takie idealistyczne wyobrażenie o streetwearze, że są to ciuchy robione przez „prawdziwych ludzi” dla „prawdziwych ludzi”. Przede wszystkim z pasji, dopiero potem dla pieniędzy; tutaj w okolicy, nie gdzieś w Azji, w fabryce, która zaraz się zawali. Na pewno jest już mnóstwo marek, które się pod streetwear tylko podszywają, ale myślę, że ci, którzy w tym siedzą, nie dadzą się łatwo oszukać. W trochę innym, szerszym wymiarze, moda uliczna to według mnie stopniowe budowanie własnego stylu w codziennych stylizacjach, dowolność inspiracji, bez kopiowania popularnych podpowiadaczek. Wygoda i dopasowanie ubrań do tego, co się lubi, jak się żyje. Indywidualizm.

Jakie są Pani plany zawodowe?

Własne imperium odzieżowe! (śmiech). Oczywiście żartuję, bliżej mi do etosu streetwearowego.

Jaki jest Pani styl? Co Pani nosi?

Od pewnego czasu wspieram marki i projektantów mody z Polski, unikam galerii handlowych. W mojej szafie dominuje szarość i czerń. Stawiam na wygodę i jakość ubrań, które kupuję. W codziennych stylizacjach łączę prostotę z charakterem. Mój ulubiony strój to getry i przeskalowana bluza, trampki i worek na plecach. Sądzę, że styl w jakimś sensie odzwierciedla charakter i świadczy o tym, co dla nas ważne – wygoda, ekologia czy np. wyróżnianie się z tłumu.

Jakie będą kolejne Pani kolekcje?

Dopiero co opadły emocje po pokazie dyplomowym, nie zastanawiałam się nad tym jeszcze. Jeśli kolejne kolekcje powstaną, to z pewnością będą coraz lepsze.

Trzymamy za to kciuki. Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała Magdalena Koniarska

Data publikacji: 24.06.2015
Przeczytaj również

Moda:
TRENDY: Najmodniejsze damskie marynarki i garnitury na wiosnę–lato 2020

Według światowej agencji Fashion Snoops, wśród must-have’ów na najbliższy sezon… więcej »

Moda:
Odkrywamy okrycia – słowniczek kurtek i płaszczy
Bosmanka to niekoniecznie kobieta bosman, husky nie musi oznaczać rasy psów, a anorak to nie rodzaj egzotycznej nalewki. Krótki przewodnik po najważniejszych fasonach kurtek i… więcej »